Jak ludzie powinni dobierać się w pary

Jak ludzie powinni dobierać się w pary

Istnieje uniwersalny sposób, który pozwala łączyć ludzi w trwałe związki dające maksimum szczęścia. Jaki to sposób? Oczywiście matematyka - twierdzą badacze na łamach najnowszego numeru tygodnika "New Scientist".

Od dawna matematycy próbują znaleźć rozwiązanie problemu pod tytułem "tyle jest ludzi w koło, więc dlaczego ja nie mogę spotkać bliskiej memu sercu osoby?". Matematycznie problem można przedstawić w następujący sposób: określamy wszystkie preferencje każdej osoby i znajdujemy rozwiązanie, w którym ludzie połączeni są w maksymalnie szczęśliwe pary.

Czy taka globalna szczęśliwość jest możliwa i czy jest ona stabilna? Matematycy już w latach sześćdziesiątych zaproponowali prosty algorytm. Komputer generuje sto kobiet i stu mężczyzn. Każda z tych osób tworzy listę osób z drugiej grupy uszeregowanych od najbardziej atrakcyjnych do najmniej atrakcyjnych, przy czym atrakcyjność jest tu rzeczą względną. Na przykład ten sam mężczyzna może być numerem jeden dla jednej kobiety i ostatnim dla innej.

Następnie zaczyna się szaleństwo komputerowych randek. Pierwszy mężczyzna (oczywiście to tylko konwencja, wszystko będzie działało tak samo, jeśli inicjatywę przejmą kobiety) oświadcza się najbardziej atrakcyjnej dla siebie kobiecie, która go akceptuje. Następnie kolejni mężczyźni oświadczają się kobietom, które ich akceptują, chyba że mają już partnera bardziej dla nich atrakcyjnego.

Po wielu rundach "wymian" partnerów osiągamy trwały stan, w którym na przykład pewien mężczyzna jest zaręczony z kobietą, która była dwudziesta na liście jego faworytek, ale wszystkie kobiety, które były powyżej mu odmówiły. W ten sposób osiągamy sytuację w której wszyscy są względnie szczęśliwi a matematycy udowodnili, że znalezienie takiego stabilnego rozwiązania jest zawsze możliwe.

Można w tym momencie wprowadzić również czynnik szczęśliwości. Dla mężczyzny z powyższego przykładu będzie on wynosił 20. Oczywiście im niższy współczynnik tym więcej szczęścia. Sumując współczynniki wszystkich ludzi osiągamy globalny współczynnik szczęścia. I tu pierwsza niespodzianka.

Okazuje się, że najniższy współczynnik (najwięcej szczęścia) mają rozwiązania niestabilne, a stabilne rozwiązanie jest o prawie 20 procent gorsze. Tak więc z powodu naszego egoizmu w wyborze partnera, społeczeństwo jako całość traci.

Ale to dopiero początek. Jeśli do wyżej opisanego systemu dodamy czynnik piękności bezwzględnej, to współczynnik naszych osobistych preferencji mnożymy przez ten właśnie narzucony z góry czynnik piękna i w ten sposób tworzymy naszą klasyfikację partnerów. Okazuje się, że w ten sposób można w dalszym ciągu uzyskać stabilne rozwiązanie, w którym każda osoba znajdzie swojego partnera. Najpiękniejsze osoby będą miały swoich optymalnych partnerów, ale globalny współczynnik szczęścia będzie znacznie wyższy (czyli mniej szczęścia) niż poprzednio.

Co gorsza, jeśli dodamy do tego czynniki takie jak niezdecydowanie (dwie osoby są dla mnie równie atrakcyjne) lub wykluczanie (wolę być sam niż z tą osobą), to system nie ma rozwiązania, czyli zawsze będą ludzie samotni a globalny współczynnik szczęścia będzie niestety bardzo wysoki.

Z tych matematycznych symulacji i obliczeń płynie prosta nauka: żeby społeczeństwo jako całość było bardziej szczęśliwe, pojedynczy ludzie nie mogą kierować się wyłącznie egoizmem. Powinno się przy tym przestrzegać kilku prostych reguł:

1. Zapomnij o ideale piękności, który narzuca ci telewizja i projektanci mody. Naprawdę ważne są Twoje własne upodobania, nazwijmy to atrakcyjną osobowością partnera.

2. Jeśli nie jesteś wyjątkowo piękny, bądź aktywny. W symulacji z 512 parami ludzi, średnia wartość współczynnika szczęścia dla osób oświadczających się wyniosła około 8, podczas gdy osób przyjmujących oświadczyny aż około 80.

3. Zdecyduj się, kto jest dla ciebie bardziej atrakcyjny, a kto mniej, ale nie wykluczaj nikogo.

4. Lepiej nie bierz pod uwagę innych czynników. Systemy, w których staramy się dopasować więcej czynników dają bardzo mało szczęścia i są bardzo niestabilne.

5. Jeśli dalej jesteś samotny (samotna) nie martw się, matematycy udowodnią, że to nie twoja wina. W 1998 znany fizyk Nieuwenhuizen (który jest zresztą kawalerem) opublikował artykuł w którym udowodnił, że samotność nie jest wynikiem braku zalet, lecz złej struktury społeczeństwa.

Jest to dowód na to, że to nie lekarstwa ani nawet czas, lecz właśnie matematyka leczy zranione serca.